TRWAĆ POMIMO BÓLU
,,Czułam się wykorzystywana i manipulowana
Od zawsze opiekowałam się kimś
Jak magnes przyciągałam poranionych i tych do uratowania
Czuła się winna
Czułam że muszę
Przyjęłam rolę męczennicy, ofiary, zadowalaczki, ,,madki” roku, wiecznej grzecznej i miłej
Czułam się niewłaściwa, doszukiwałam się winy w sobie lub w swoim dzieciństwie
Straciła wiarę w siebie i w swoje możliwości
Im bardziej się starałam miałam wrażenie, że wszystko to i tak na nic. Potrzebowałam zasłużyć na aprobatę, na pochwałę, na uwagę, na miłość
Zrezygnowałam z wielu celów, marzeń a nawet ze znajomych
Bałam się cokolwiek powiedzieć, bo zawsze koniec końców i tak obróciło się to przeciwko mnie
Bałam się mówić co czuję a nawet, gdy mówiłam to miałam wrażenie, że albo nikt nie traktuje tego poważnie, albo nikt mnie nie rozumie, nikogo to nie obchodzi albo co gorsza zostanę wyśmiana a odkrywając uczucia jestem jeszcze słabsza.
Wrażliwość, czasem płaczliwość, będąca wyrazem totalnej bezsilności odsłaniały te miejsca, które łatwo było zranić. Z czasem nauczyłam się zasłaniać ten obszar grubą warstwą, tarczą, ukrywać cały ten wewnętrzny świat aby uniknąć bólu. Chowałam się za maskami . Świat postrzegał mnie jako babkę z jajami, twardzielkę, która radzi sobie ze wszystkim . Wymyśliłam sobie, że jeśli stworzę kostium niedostępnej, zimnej suki to trudniej będzie mnie dotknąć .
Samotność była wszechogarniająca. Były próby zrywu, rewolucji, buntu zawsze jednak zakończone bolesnym upadkiem i powrotem do punktu wyjścia. Był alkohol, który miał przynieść chwilową ulgę. I chociaż wiedziałam, że tak to nie działa, a na przykładzie mojej rodziny oraz dzieciństwa przekonałam się, że raczej wszystko rozpieprza zamiast cokolwiek naprawiać, to były momenty, gdy wbrew logice przypisywałam mu rolę powiernika i lekarstwa. Gorące łzy kapiące do kieliszka niezbyt drogiego czerwonego wina były niczym oczyszczenie, katharsis z zalegających frustracji, lęków, bólu.
Były niekontrolowane wręcz wybuchy złości.
Nie widziałam wyjścia z sytuacji. Czułam się jak w betoniarce pełnej gówna, kręcąc się w kółko aż do mdłości .
Moje relacje partnerskie przypominały raczej pole bitwy a właściwie nie można nawet powiedzieć o nich, że były partnerskie. Nie były zbyt wiele warte, choć z perspektywy czasu wiem, że były trudną, ale ważną lekcją. Każdy kolejny związek był równie nieudany i zawsze sprowadzał mnie pod ścianę. Wszystkie zaczynały się cudownie a potem jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odpalał się ten sam scenariusz i zaczynało się spadanie.
Byłam wyczerpana. Dalej nie było już nic. Ja, która uwielbia mieć kontrolę, straciłam ją we wszystkich aspektach mojego życia. Pozorna decyzyjność sprawiała złudne wrażenie, że kieruję swoim życiem, ale okazywało się za każdym razem, że gram w nim trzecioplanową rolę . Trwałam w tym wszystkim, pomimo tego, że bolało. Urządziłam się w tym życiowym czyśćcu, aplikując sobie środki przeciwbólowe, która działały na objawy, ale nie działały na przyczynę.
SZUKAJĄC PRZYCZYN
Udałam się na wyprawę w odległe zakamarki mnie samej w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie dlaczego ? Dotarłam do wielu miejsc a w każdym z nich odkryłam pasjonujące rzeczy.
· Dzieciństwo , nieprawidłowe wzorce, DDD ( dorosłe dziecko z rodziny dysfunkcyjnej )
TAK to prawda, że nie miałam dobrych wzorców, ale NIE, nie jest to nieuleczalna choroba. Nie definiuje mnie to, że jestem DDD i nie jestem na nic skazana. Nie muszę wybierać tak samo jak moi rodzice. Znając nieprawidłowy wzorzec mogę go zmienić.
TAK. Brakowało mi umiejętności budowania dojrzałych relacji, bo nie wiedziałam jak je budować. Mogę się jednak dowiedzieć jak to robić, mogę się tego nauczyć.
· Jestem skazana na przyciąganie niedojrzałych facetów
NIE- Nie jest to kwestia przyciągania. Jestem wrażliwa, pełna empatii, chcę być ważna, potrzebna, ciągle się kimś opiekowałam i dbałam o jego dobre samopoczucie nawet kosztem własnego . Szukałam kogoś kto uzupełni moje deficyty w kwestiach poczucia bezpieczeństwa, miłości etc. Ten wzorzec nie działa. Mogę wprowadzić nowy program, który pozwoli mi na dokonywanie zdecydowanie lepszych wyborów. Wiem jak stawiać granice. Misja zagubionej siostry miłosierdzia zakończyła się. Dziś jestem świadomą kobietą. Rezygnuję z walki o swoją ważność w oczach innych. Potrzebna jestem przede wszystkim sama sobie i to o siebie będę się troszczyć w pierwszej kolejności.
·
Jestem
niewystarczająca, wybrakowana
NIE. Owszem brakowało mi poczucia własnej wartości oraz umiejętności wartościowania tego czego doświadczałam i doświadczam. Starałam się realizować jakieś oczekiwania, które niekoniecznie były moje. Zupełnie nie potrafiłam kochać siebie i wybaczać sobie. Dzisiaj wiem że jestem jaka jestem,, jestem wystarczająca a nawet więcej niż wystarczająca, nic nikomu nie muszę udowadniać, kocham siebie, pozwalam sobie na przeżywanie wszystkich emocji, potrafię wybaczać sobie. Nie poniewieram siebie, nie poniżam. Oceniam swoje zachowania i wybory, ale nie identyfikuję się z nimi. To, że zdarzyło mi się podjąć niewłaściwą decyzję, głupio zachować się nie znaczy, że ja jestem głupia
· Nie nadaję się do związków
NIE, NIE, NIE. Nie bycie w związku jest kwestią podjęcia takiej właśnie decyzji . Umiejętność bycia w związku wymaga wiedzy jak to się robi. Tak jak murarz uczy się murarki, tak ja muszę posiąść odpowiedni warsztat. Na pewno nie mogę znaleźć miłości w związku, samej jej nie mając . Nie można dawać i dzielić się czymś czego się nie ma. Jeśli sama nie daję sobie poczucia bezpieczeństwa to warunkuję je od tego, że spotkam osobę, która będzie mi dawać suplement tego uczucia. ,,Nadaję się” do pełnego partnerskiego związku, ale startuję z punktu bycia kompletną i świadomą. Jestem gotowa na partnera, który również jest kompletny a nie takiego do remontu.
·
System
wewnętrznych wartości
Bywa bardzo przewrotny, bo swoje poczucie wartości uzależniałam od innych. Do tego koktajlu dolałam potrzebę unikania bólu i porażek oraz szota lęku przed odrzuceniem. Trwałam w bolesnych relacjach, żeby nie zawieść otoczenia. Nie umiałam się zmierzyć z powiedzeniem dość . Nie potrafiłam odmawiać i stawiać granic. Bałam się, że sama nie dam sobie rady. Bycie samą utożsamiałam z poczuciem depresyjnej samotności, tym, że nikt mnie nie zechce. A jeśli nikt nie będzie chciał ze mną być jak to będzie wyglądało? Poczuciem, że zostanę oceniona i skrytykowana, społecznie napiętnowana. Często łapałam się na myśli, że przecież inne mają gorzej. Ale równanie do dna, obniżanie standardów, nie działało motywująco. Jednocześnie z czasem mogłam zauważyć, że moje zachowanie jest sprzeczne z tym, jak chciałabym się zachowywać . Zaczęłam odczuwać dyskomfort i ambiwalentne uczucia , które zaczęły mnie uwierać jak maleńki kamyczek w bucie. Jak kropla drążąca skałę.
DZIŚ wiem, że mam prawo i mogę zakończyć toksyczne relacje. Nie godzę się na wykorzystywanie, ranienie, manipulowanie. Mam system wartości i żyję w zgodzie z nim. Jeśli pojawia się ból, to pokazuje to tylko miejsce, na którym muszę się skupić, miejsce gdzie muszę szukać odpowiedzi co się dzieje, dlaczego. Z tego miejsca zaczynam zadawać pytania, na które szukam odpowiedzi. Czasami dochodzę do ciemnych zakamarków, które od dawna domagały się mojej uwagi i uleczenia.
(...)
ODZYSKUJĄC SIEBIE
Mogłam oczywiście niczego nie zmieniać i trwać w tym kurwidołku jeszcze przez wiele lat, mając poczucie zmarnowanego życia i bezpowrotnie uciekającego czasu, którego nie da się przeżyć jeszcze raz. Mogłam sobie tak cierpieć w milczeniu wierząc, że ten ból mnie uszlachetni, zapewni mi wieczne zbawienie i tym podobne. Ale doszłam do wniosku, że nie chcę tak dalej. Podjęłam decyzję, żeby przestać żyć życiem osoby, która nie jest tak naprawdę mną. Zacząć być sobą i żyć według własnego scenariusza. Wszystko to wymagało odpowiedzenia sobie na wiele pytań i grzebania w wielu nieprzyjemnych delikatnie mówiąc tematach. Było trudno i bolało. Nie było znieczulenia, bo życiowy anestezjolog dostał wolne. Wyjście z tego życiowego labiryntu wymagało nauczenie się rozpoznawania własnych emocji i pracy z nimi. Kolejną lekcją było poznawanie oznak nadużyć , sposobów reagowania na nie oraz stawiania granic i mówienia NIE. Po drodze trzeba było prawie od nowa zbudować poczucie własnej wartości , zmienić wiele niesłużących programów. Tworzenie nowego ja, okazało się jednak w końcowym rozrachunku skuteczne. Nie żałuję ani jednej minut, ani jednej łzy. Całkiem nowy system wartości osobistych stał się solidnym fundamentem, na którym bez obaw można teraz zacząć stawiać dowolną konstrukcję, bez obaw, że najmniejsza fala zmyje całą budowlę niczym zamek z piasku postawiony na plaży.
Najwspanialsza podróż zaczyna się dzisiaj .(…)”
Komentarze
Prześlij komentarz