Paradoks dobrych rad


 

Zawsze lubiłam pomagać innym i bolało mnie kiedy patrzyłam że ktoś ,,robi coś nie tak” albo nie korzysta z moich rad. Nie miałam pojęcia, że doradzanie to bardzo cienki lód i trzeba być bardzo ostrożnym przy stąpaniu po nim. Pomaganie jest bardzo wartościowe, ale czasami dobre intencje stają się jedynie źródłem problemów i frustracji. Decydując się na bycie coachem , trenerem rozwoju osobistego, musiałam zmierzyć się z nawykiem udzielania niechcianych rad, nadmierną ofiarnością , brakiem szacunku do prawa innych o samostanowieniu , uznawaniem cudzego nie, nawet jeśli w moim osobistym przekonaniu nie była to ,,właściwa” decyzja. Nadmierne dawanie, a wręcz dostarczanie gotowych rozwiązań, to broń obosieczna. Chcesz dobrze, ale czy naprawdę wiesz co jest dobre dla Twojego rozmówcy. Skąd masz tę pewność?

Serwowanie gotowych rozwiązań , które powstały przecież w oparciu o naszą wiedzę, nasze przekonania i nasze schematy, nie zawsze pasuje na drugiego człowieka. Coś co wydaje się być idealnie skrojone na nasze widzenie świata, może okazać się zupełnie nieprzydatne w rozumieniu tego komu radzimy.

Jest jeszcze ryzyko, że chcąc bardzo komuś pomóc zupełnie nie bierzesz pod uwagę, że osoba ta wcale nie tego od Ciebie potrzebuje. Może wcale nie jest gotowa na przyjęcie Twoich rad, może ich nie potrzebuje, może po prostu chce się wygadać . Udzielanie rad zatem, powinno być warunkowane wyraźnym komunikatem drugiej strony o potrzebie ich uzyskania , o chęci wysłuchania i poznania naszej perspektywy w określonym temacie, problemie.

Patrzenie przez pryzmat własnych doświadczeń , schematów i światopoglądu wciąga w kolejną pułapkę i niesie ryzyko niezrozumienia kontekstu problemu. Tutaj przydatne mogłoby okazać się zadawanie pytań, które pozwoliłyby na, po pierwsze zagłębienie się w istotę tematu oraz poznanie szerszego tła i celu do jakiego zmierza rozmówca. Niejednokrotnie rozwiązania są proponowane po niebyt głębokim poznaniu tematu, wręcz powierzchownej analizie, w oparciu ja to bym zrobiła/ zrobił tak czy siak. I tu kolejne ryzyko związane z dawaniem rad, ryzyko konsekwencji  ( odpowiedzialności) . Jeśli dajemy komuś radę, i ten ktoś skorzysta z niej, ale efekt okaże się nie taki, jakiego oczekiwał czy spodziewał się, może się okazać, że zostaniemy bezpośrednio obarczeni odpowiedzialnością a nawet możemy narazi się na pretensje.

Nie warto ryzykować poprawnych relacji z innymi osobami, próbując stać się ,,autorytetem”,  który wie wszystko najlepiej , wujkiem dobra rada, często w dziedzinach, które znane są nam tylko z własnej życiowej perspektywy.

Profesjonalny coaching pozwala na nauczenie się powstrzymywania od mówienia innym jak mają działać, jak mają żyć. To w tym nurcie mówimy o strategii zadawania pytań, zmierzających nie tylko do dogłębnego poznania nurtującego problemu , ale także do znalezienia ścieżek prowadzących do stworzenia własnych rozwiązań, w oparciu o osobiste zasoby i poziom gotowości.  Oczywiście opinie innych ludzi, zwłaszcza posiadających pewne doświadczenie w dziedzinach , które są istotą sprawy, potrafią wspomóc, ale należy zwrócić tutaj uwagę, że wspomaganie, merytoryczna wiedza, to nie to samo, co wyręczanie, narzucanie gotowych planów działania.

Ważne jest to zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych. Zadanie niewłaściwych pytań i próba udzielenia rad nawet takich, które z pozoru wydają się złotym środkiem, może wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Dający rady, z pozycji osoby, którą obdarza się zaufaniem, może stać się osobą postrzeganą jako wywyższająca się, mędrkująca, a dawane rady mogę zostać odebrane jako krytyka ,,niewłaściwego” myślenia , nieumiejętności poradzenia sobie. Konsekwencją jest spadek poczucia sprawczości i własnej wartości , osoby,  która ma być beneficjentem dobrych rad . W sytuacji, gdy mamy do czynienia z kryzysem, może to prowadzić do pogłębienia reakcji stresowej , traumy.

Rady dawane bez proszenia, ale w sposób, który może być odebrany jako narzucanie woli, to pewnego rodzaju przemoc, gwałt na wolnej woli , zdolności do samostanowienia oraz odbieranie możliwości brania odpowiedzialności za własne życie. To tak jakby powiedzieć;  Ja wiem co jest dla Ciebie najlepsze. Musisz, powinieneś, zrób to tak, to ubezwłasnowolnienie, sterylizacja drugiego człowieka a nie realna pomoc.

Często dawane rady nawiązują do tzw. normalności i połączone są z silną potrzebą porównywania, oceniania, przy jednoczesnym naruszeniu potrzeby przynależności . Zachowuj się normalnie, ubieraj się normalnie. Nie wpisywanie się w kanony „ jakiejś  normalności” są podstawą poczucia wykluczenia.

 Drugi koniec kija samobija to bagatelizowanie. To, że coś nie jest w Twoim odczuciu wielkim halo, nie znaczy, że dla kogoś innego nie stanowi olbrzymiego problemu. Przesadzasz, robisz aferę z niczego, dramatyzujesz, nie jest tak źle, nic się takiego przecież nie dzieje, inni mają gorzej, bla bla bla – takie frazesy to prosta droga do umniejszania drugiej osoby, która może czuć się nieważna, wręcz ośmieszona.

Oczywiście może się zdarzyć, że mimo najszczerszych chęci  i umiejętności stawania w pozycji bezstronnego obserwatora,  stajemy się pośrednio beneficjentem odpowiedzialności drugiej osoby. Przychodzący po radę  przerzuca na nas    właśnie odpowiedzialność, przy jednoczesnym intensywnym wykorzystywaniu naszych zasobów energetycznych. Przypomina to trochę energetyczny wampiryzm . Zachowanie asertywności w tym wypadku, umiejętność odcięcia się staje się wtedy niezbędna i nie powinno to generować uczucia, że nie chcemy komuś pomóc

Wydawałoby się, że dawanie „dobrych” rad to łatwa i zacna praktyka, ale jak się okazuje może to być zajęcie wcale niełatwe i często działające jak stanięcie  na grabie, można oberwać trzonkiem w czoło.

Nie warto uzurpować sobie pozycji eksperta, jeśli nie ma się do tego wystarczających kompetencji  i na pewno nie warto wchodzić w rolę specjalisty od czyjegoś życia. Czasem więc wystarczy zapewnić osobie, która przychodzi do nas z problemem komfort, związany z zaufaniem, możliwością wygadania się, poświęcenie uwagi , wsparcie mentalne. Jeśli decydujemy się na udzielenie rad, to tylko na wyraźną prośbę osoby zainteresowanej, uwzględniając to, że dana osoba, może wcale z naszych złotych myśli nie skorzystać. Udzielajmy rad prowadzących do powstania  rozwiązań zamiast dawać gotowe produkty będące naszą projekcją. Niejednokrotnie najlepszą radą staje się ta, która jest propozycją skorzystania z fachowej pomocy, zamiast stosowania wątpliwie skutecznych rozwiązań rodem znalezione w czeluściach internetu.

 Pomaganie to piękny dar, ale prawdziwa sztuka pomagania polega na tym, by nie odbierać drugiemu człowiekowi jego siły i prawa do własnych błędów. Zrozumienie, że Twoje „dobre rady” mogą być dla kogoś ciężarem lub formą narzucenia woli, jest bolesnym, ale uwalniającym momentem dojrzewania. Zamiast dawać gotowe recepty skrojone na miarę Twojego świata, podaruj bliskim swoją obecność, uważne ucho i pytania, które pozwolą im samodzielnie odnaleźć własną drogę. Pamiętaj, że nie jesteś ekspertem od cudzego życia – każdy z nas ma własne zasoby i tempo, którego nie wolno nam poganiać. Szacunek do czyjegoś „nie” oraz powstrzymanie się od oceniania to najwyższa forma wsparcia, jaką możesz zaoferować. Wyjdź z roli „wujka dobra rada” i stań się towarzyszem podróży, który nie wyręcza, ale po prostu jest obok, dając przestrzeń na autentyczność i samodzielność.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

UWAGA TOKSYK. Zaburzenia osobowości wiązki B

DETERMINACJA

Power Couple czyli słowo o relacjach