SYNDROM ATLASA CZYLI CZŁOWIEK NADODPOWIEDZIALNY


Syndrom Atlasa, czyli syndrom superbohatera, wiąże się z tym, że poczucie własnej wartości lokujemy w innych osobach. Mityczny Atlas, ukarany przez Zeusa, musi na wieki dźwigać sklepienie niebieskie. Współczesny Atlas jest silny za siebie i za innych, wciąż czujny, zawsze ofiarny, ale też nieustannie samotny i niespełniony. Jest przykładem na to, że to, co nas nie zabija, niekoniecznie nas wzmacnia.

Czym jest syndrom Atlasa?

W skrócie: sposobem przystosowania się do życia, dezadaptacyjnym zespołem przystosowawczym
Syndrom Atlasa jest złożonym stanem psychicznym, ale najbardziej charakterystycznym jego przejawem, jest kompulsywna potrzeba kontrolowania - swojego życia, życia innych ludzi oraz skłonność do przyjmowania na siebie zbyt wielu obowiązków, wyręczania. W internetowych wzmiankach Atlas opisywany jest – dość naiwnie – jako człowiek pełen poświęcenia. Tymczasem tu chodzi nie o poświęcenie, a właśnie o kontrolowanie otoczenia albo przez przywiązanie się do innych, tak aby stać się dla nich osobą niezastąpioną, albo przez swoją przydatność w codziennych sprawach.


W gruncie rzeczy Atlas staje się postacią tragiczną.  Wkłada wiele wysiłku w to, by poukładać życie swoje i bliskich, ale to nie zostaje docenione. Z biegiem czasu stopniowo popada w autodestrukcję. Ten życiowy ,,pseudosuperbohater” nie buduje zdrowych relacji z otoczeniem i nie ma z nim najlepszych stosunków. Jest zaborczy, nadmiernie kontrolujący, a do tego sztywny, schematyczny, niepozwalający sobie na wyluzowanie czy radość. Jego relacje z bliskimi kształtują się najczęściej pomiędzy konfliktem a pojednaniem. A przecież Atlas jest bardzo ofiarny i oddany. Zawsze można na niego liczyć, jak będzie trzeba, poświęci swój czas i środki, zrobi, co będzie mógł, żeby pomóc. Swoje potrzeby stawia na drugim planie. Szkopuł w tym, że w gruncie rzeczy nie robi tego bezinteresownie. Robi to po to, aby inni go kochali, by dali mu pewność, że jest ważny, niezastąpiony. Wtedy go nie opuszczą, nie zostawią samego. A gdy ktoś mówi: „Nie chcę twojej pomocy”?

Najpierw obraża się i czuje się odrzucony, ale niedługo potem, jeden przyjazny gest później, jest znów gotowy do poświęceń. Tu pomoże, tam zastąpi, odciąży i w niezauważalny sposób znowu zostaje przytłoczony ogromną ilością obowiązków. Robi to właściwie na własną prośbę i choć wynika to z  dobrych chęci, nie sposób nie stwierdzić, że więcej daje, niż otrzymuje.

Niezależnie od tego z jakiego powodu Atlas stał się Atlasem, konsekwencje stania się nim są na dłuższą metę opłakane.

Niewątpliwie syndrom Atlasa jest odpowiedzią na doświadczenia życiowe. Jest również sposobem na radzenie sobie oraz poukładanie własnego świata. Nie jest to ,,zdrowy” sposób, ale dla osób wybierających takie właśnie doświadczenie, niewątpliwie wydaje się spełniać swoją rolę i być skuteczny.

Nadodpowiedzialność pojawia się jako cecha u osób dorosłych, ale korzenie jej powstania sięgają zdecydowanie wieku dziecięcego. Jako dzieci jesteśmy całkowicie bezbronni nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Przynajmniej do pewnego momentu, nie jesteśmy w stanie samodzielnie analizować, weryfikować prawdziwości tego, co słyszymy. Nie umiemy prawidłowo wyciągać wniosków,  ani dostrzec wielu aspektów sytuacji. Przyjmujemy wszystko bardzo dosłownie i bezkrytycznie. Dorośli często zapominają o tym i nie zastanawiają się nad długofalowymi konsekwencjami tego, co nam mówią. Gdy słyszymy komunikaty typu: „jak nie dostaniesz 5, to mamusia będzie przez ciebie płakać” lub „jak nie zjesz ciasta, to babci będzie przykro”, uczymy się, że negatywne odczucia innych osób są naszą winą oraz że nie wolno nam sprawić innym przykrości nawet za cenę zmuszenia się do niechcianej rzeczy. W konsekwencji stajemy się nadodpowiedzialni za emocje innych, zagłuszamy własne potrzeby oraz nie wykształcamy świadomości, że każdy z nas sam ponosi odpowiedzialność za swoje emocje, wybory, za swoje życie.

Zaczynamy uzależniać swoją samoocenę od opinii innych osób. Prowadzi to do poczucia winy, niezadowolenia z siebie, perfekcjonizmu, wahań nastroju, podatności na manipulacje, a nawet do depresji i wielu objawów psychosomatycznych, z których niejednokrotnie wywiązują się jednostki chorobowe.

Największy, najbardziej widoczny aspekt konsekwencji nadodpowiedzialności stanowią zaburzenia nastroju, problemy z samooceną i poczuciem własnej wartości. To właśnie poczucie własnej wartości mocno ucierpi na braniu na swoje barki całego świata. Dopóki dostajemy ,,głaski” wszystko jakoś jest. Ale gdy tylko otoczenie przestanie widzieć w Atlasie superbohatera wszystko rozsypuje się. Superheros  zaczyna  czuć się słaby,  niekompetentny, odrzucony. Zależy mu  na otrzymaniu „głasków” i jest gotowy na jeszcze większe poświęcenie, aby je otrzymać. Godzi się więc na rzeczy dla niego niekorzystne. Za wszelką cenę próbuje odzyskać aprobatę. Wchodzi w rolę wybawiciela, która z biegiem czasu okazuje się rolą  pożytecznego idioty. Ten, który jawił się jako silny i wręcz niezniszczalny staje się ofiarą, ulegającą manipulacjom, nieustająco porównującego się perfekcjonisty,  znużonego,  pozbawionego samo szacunku superprzegrywa.

Atlas staje się podatnym na szantaż i wizję odrzucenia przez co eskaluje potrzeba wzięcia na siebie jeszcze więcej, co prowadzi do pogłębienia negatywnych skutków i tak w kółko.

To ja określam, ile jestem warta/y. Wiem gdzie jest zdrowa granica pomiędzy odpowiedzialnością wobec siebie i innych, a byciem odpowiedzialnym za innych.

Poczucie własnej wartości powinno wynikać z naszego człowieczeństwa i osobistych przekonań oraz być odporne na opinie otoczenia.  nie powinniśmy pozwalać aby stać się niewolnikiem opinii, poszukiwaczem walidacji i poklasku. Postawienie siebie jako priorytetu nie jest skrajnym egoizmem a raczej świadomym szukaniem równowagi pomiędzy dawaniem a braniem, okraszonym troską o własne zasoby i zdrowie . Tak właśnie, odpowiedzialnie postępuje super bohater nowej ery.


Pamiętaj: Nie musisz dźwigać całego świata, aby zasługiwać na miłość.
Historia współczesnego Atlasa to poruszająca przestroga przed pułapką „nadodpowiedzialności”, która pod maską siły skrywa lęk przed odrzuceniem. Jeśli czujesz, że Twoja wartość zależy wyłącznie od tego, jak bardzo jesteś potrzebny innym, zatrzymaj się. Bycie „superbohaterem” za cenę własnego spokoju i zdrowia to droga, która zamiast do uznania, prowadzi do samotności i wyczerpania.
Prawdziwa siła nie polega na braniu na siebie cudzych ciężarów, ale na odwadze, by powiedzieć: „Ja też jestem ważny”. Pozwól sobie zdjąć z barków ciężar cudzych oczekiwań i emocji. Zasługujesz na miłość za to, kim jesteś, a nie za to, co robisz dla innych. Stań się bohaterem własnego życia – takim, który dba o swoje granice i potrafi czerpać radość z bycia po prostu sobą, bez konieczności bycia niezastąpionym.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

UWAGA TOKSYK. Zaburzenia osobowości wiązki B

DETERMINACJA

Power Couple czyli słowo o relacjach